poniedziałek, 7 lipca 2008

first steps

podroz byla dluga i niewiarygodnie meczaca. ale dotarlam. i tak minely 2 tygodnie. pracuje u Tommy'ego Hilfigera. da sie wytrzymac. niewiele jest tu do roboty, wszystko zalezy od naszej pomyslowosci - jezeli ewentualnie starcza na nia sily lub czasu po pracy. tylko na myslenie jest go za duzo... mysle o tym, co bylo jeszcze nie tak dawno, ale za wiekszoscia chyba niestety nie tesknie. brakuje mi tu tylko kilku osob. ale cos za cos. dostep do neta mam zadko, ale jak juz sie dorywam to upewniam sie jedynie, ze to czego sie domyslam jest prawda. that nobody fuckin' cares! wszyscy maja w dupie. czy jestes tam czy tutaj. kazdy ma na uwadze tylko wlasne JA. szkoda, ze musialam tyle jechac, zeby ostatecznie to do mnie dotarlo. a wiem, ze dotrze do mnie o wiele wiecej. i wiem ze najblizsze pol roku [a zanosi sie ze wiecej] zmieni mnie doszczetnie. nie wiem tylko jak bardzo mam sie tego bac. chyba zaczne medytowac, zeby zablokowac sobie myslenie - bo jak mysle to tesknie, a juz zdarzylam sie przekonac, ze to bez sensu. bez sensu jest sie produkowac i czekac na efekty produkowania sie innych. nikomu nie robie wyrzutow, bo w gruncie rzeczy wszyscy jestesmy takimi samymi chujami wobec siebie. zwyklymi egoistami.

poniedziałek, 16 czerwca 2008

let the force be with me


Wyjazd do Holandii ma być początkiem czegoś nowego. Ma być początkiem nowej mnie. Wiem tylko, że czeka mnie Holandia. Do środy jeszcze nie jestem pewna, gdzie mnie wyślą. Laarbruch czy gdziekolwiek indziej...? Ale wiem, że to szansa odpocząć od Polski, zmienić klimat i zastanowić się co dalej. Szansa, żeby zmienić podejście do wielu rzeczy, nabrać dystansu. Bo podróże zmieniają i na to właśnie liczę...

sobota, 14 czerwca 2008

cynamon


po tym jak wszystko z rąk mi leciało wydaje się, że zaczyna się zmieniać. kolejny krok ku zmianom wykonany. plan lekko uległ zmianie - zamiast Anglii na horyzoncie pojawia się Holandia. wystarczyło zmienić kierunek patrzenia, ale i tak już mam poczucie, że coś się zmienia. ten weekend to najprawdopodobniej moje ostatki w tym mieście i w tym kraju. ale jeszcze o mnie usłyszycie...

poniedziałek, 9 czerwca 2008

taki song








Na chuj mi kurwa Twoje kwiaty
Na chuj mi kurwa Twoje łzy
Na chuj mi kurwa te dramaty
Na chuj mi kurwa jesteś Ty!

Więc nie wylewaj łez
Proszę cię najgoręcej
Spierdalaj jak najprędzej
Kochana ma... (bis)

Na chuj mi kurwa Twoje spazmy
Na chuj mi kurwa krzyk i ból
Na chuj udajesz znów orgazmy
Ja czule pytam Cię: na chuj? (...)

piątek, 6 czerwca 2008

few warm words about me


z bloga 4clubu...

piątek, 6 czerwiec 2008



Pierwsze skojarzenie na hasło załoga 4club jakie przychodzi mi na myśl to dżi-dżi. Niekiedy mam wrażenie że od niej wszystko się zaczęło. Była pierwszym widocznym dowodem, że zaułek zmienia się z korzyścią dla branży, staje się klubem tęczy. Była tez motorem napędowym, gdy powstawał 4club. Nie pytała się co z tego będzie miała, podwijała rękawy i ruszała twardo do pracy. Kiedy my robiliśmy wszystko by nic nie robić ona lata z wałkiem i rzucała pomysłami jak z rękawa. Swoim poczuciem humoru rozładowywała napięcie i jakoś tak lżej się na sercu robiło, a strach że się nie uda, nie wyjdzie uciekał gdzieś. Pierwsza brała się za reklamę klubu, często szybciej od nas i o wiele lepiej.
Nie wyobrażam sobie klubu bez gee gee, ale niestety czas rozstania nadszedł i musimy ją pożegnać z załogi 4club. Tak więc w imieniu całej czwórki, a także całej załogi dziękuje:
za pomoc w tworzeniu klubu, za rozbrajające poczucie humoru, za słowa pociechy, za najlepsze na świecie pocałunki, za bezinteresowność, za pomysły i częste przejmowanie inicjatywy, za ostre reakcje na to co złe, dzięki czemu czuliśmy się bezpieczniej.
Gee gee trzymam za ciebie kciuki i mam nadzieje że jeszcze nie raz będzie nam dane wypić kamikadze i świetnie się bawić. Za wszystkie te złe chwile, które wynikały z mojego dość nerwowego usposobienia przepraszam i w większości spraw i konfliktów przyznaje Ci racje o czym wiesz, a ja uparcie w słowie mówionym się do tego nie przyznam.
Hmmmm pisząc tą notkę chyba chwyciłem lekkiego doła, bo tak patrzę na nasz kochany bar i z przerażeniem stwierdzam ze rotacja jest w nim stanowczo za duża, a z odejściem gee gee nie został już nikt z ekipy otwierającej(...)

środa, 28 maja 2008

Berlinermauer of my life


everything keeps falling apart. whatever i touch just fucks up. and all my new ideas i come up with become one crazy shit. i fucked up my studies, the thing with 4club is turning into most hatefull thing this year. my plan for moving out to warsaw just stood in one point. my "going away to earn some money" trip becomes shitty. and the new idea for running away also came up against problems. should i be the fucking fighter? yes!!! i'll fight and i'll fuck!!!

czwartek, 15 maja 2008

somethin' about geegee


date of birth: 28th November 1984

pleace fo birth: Zambrów, Podlasie

now lives in: Olsztyn, Warmia & Mazury

favourite color: green & orange

favourite music: Timo Maas, electro, house,

favourite books: Lolita, Białe Jabłka, Masala, Niebiańska Plaża;

favourite movies: Pulp Fiction, Mulholland Drive, Śniadanie u Tiffaniego, Henry & June;

favourite drinks: heineken, kamikaze, tequila;

favourite dish: spaghetti

favourite city: New York, Wrocław;

pleaces to visit: India, Kuba, Tibet, Mexico, South America;

środa, 14 maja 2008

pulp fiction



... czyli "Za wcześnie na lizanie się po fiutach."


"- Wszystko OK?

- Nie. Kurewsko daleko od OK.

- Co dalej?

- Co dalej? Powiem ci, co dalej. Zamówię kilku czarnuchów, żeby popracowali nad nim z obcęgami i palnikiem. Słyszysz, co mówię, buraku? Jeszcze z tobą nie skończyłem! Zrobię ci z dupy jesień średniowiecza!"

poniedziałek, 12 maja 2008


Przez ostatnie pół roku poziom mojego wyluzowania i spokoju bliski był nirwany. Ale tak to bywa, że czasem jakieś chuj wie co się do dupy przyczepi i odpaść nie chce. Gorzej robi się jak to coś za wszelką cenę chce zaznaczyć swoja obecność, ale już najgorzej jak zaczyna na łeb włazić i pewność ma, że to bedzie jedna wielka códowna obopólna korzyść. No i nadszedł moment, kiedy wyrwał się publicznie mój ścisło upchany wkurw... i chuj strzelił moją nirwanę!

wtorek, 29 kwietnia 2008

ciężkie poranki


Michał porzuci prawo i zacznie działać w gastronomii, bedzie grzebał paluchem w schaboszczakach; nowy pseudonim: KONSERWA

Matka obecnej królowej angielskiej dożyła 102 lat, bo piła dzin z tonikiem. Musiała to chyba mieszać z psią spermą, bo wątpię, że sam dzin ją tak konserwował.

Starzy ludzie wsółczują nam jak bedziemy w ich wieku, bo co my wtedy biedaki poczniemy...

My już teraz współczujemy starym ludziom.

A płyta analogowa ma lesze brzmienie... I didżejom też współczują.

niedziela, 13 kwietnia 2008

błyskotliwa Ola


Ola: Dzi-Dzi, kto otwiera kratę?
Ja: Zgadnij.
Ola: Kto?
Ja: No, zgadnij.
Ola: Nie znam. Kto to jest?

czwartek, 10 kwietnia 2008

black hole

no reasons
no meanings
no needs
no cash
no fun
no yesterday
no future
no sugar

no trust
no loss
no sleep
no drugs
no escape

sobota, 5 kwietnia 2008

fabryka kleju


Gdzieś w tyle głowy przebiega mi pogubiony koń. Jego wkurwione kopyto jak guma balonowa ugina się i rzuca koniem o krawężnik. Pierdolnęło i umarło. Koniec konia.

flashback


Szeregi dźwięków i odgłosów formują się w mojej głowie w psychodeliczne brzmienia.
Genetycznie zmodyfikowane jak nici DNA naprężają się i więdną. Każde z innej parady.
Do tego wielkie, zielono - pomarańczowe krople psycho-deszczu. PARADA BRZMIEŃ 2008: wstęp tylko dla spoufalonych. Czyste kretyństwo i subiektywną krytykę zamieniam w morze euforycznej ekscytacji. To morze wylewa mi się uszami. Powoli układam się do nowego snu. Ma być idealny. Głębia koloru i soczystość brzmienia.

piątek, 28 marca 2008

nagły atak spawacza


Nie ma to jak utopić wszelkie smutki i radości w alkoholu. Tyle, że mieszanka emocji tych pozytywnych jak i negatywnych z piwkiem, tequilą i wiśnióweczką bywa zabójcza dla trzeźwej świadomości. Tak też trafiło się nam naszej nowej barmance. Początkowo upita na "misia" skończyła zalana w trupa! Wtedy to taki misio staje się głównym bohaterem najśmieszniejszych dialogów. Potem nagle urywa w pół i ląduje na ścianie a ze ściany to już można tylko na podłogę. Taki RESET. I dziękujemy. Koniec imprezki. Przynajmniej dotąd pamięta. Reszta to już tylko mgiełka: że w taksówce za dużo zakrętów, że kto jej kurwa kurtki nie zapiął, i dlaczego kazałam jej zęby myć po pijaku(?) [sama kazała się do łazienki zaprowadzić, żeby kły wyszorować, a potem mnie opierdziela,że jak mogłam ją w takim stanie zmuszać do tak trudnej czynności] Ale mycie zębów się przydało po serii kolorowych spawów z makaronem z obiadu do reklamówki H&M, która na szczęście tego wieczora walała sie po pokoju. [oj biedny byłby ten schodzony dywanik!] Sally twarda sztuka jest i sama sobie nie dała zasnąć nawijając, aż ją sen zmorzył.

środa, 19 marca 2008

podrywacz (?)

blondyn: Chciałbym wejść...
ja: A znasz profil klubu?
blondyn: Znam.
ja: To jaki jest?
blondyn: No, taki trochę homoseksualny...
ja: Raczej bardzo homoseksualny. Trochę to on jest heteroseksualny.
blondyn: Aha. To dziewczyny tu raczej nie znajdę?
ja: Nie wiem. Nie wszystkie są lesbijkami.
blondyn: A są jakieś fajne?
ja: Są tylko, że wszystkie fajne są (albo będą) lesbijkami.
blondyn: To może jakaś zmieniłaby dla mnie orientację?
i tu się zacinam, kompletnie zaskoczona tekstem posyłam tylko w stronę blondyna niemrawe: Nie wiem. Musisz zapytać.

czwartek, 13 marca 2008

Srodowe karaoke w 4clubie to kopalnia smiesznych, czasem dziwnych a czasem po prostu bezsensownych dialogow...

1: ...gdybym tylko nie miala meza...
2: Ale kompletnie mi to nie przeszkadza.
1: Nie moge. Ja przed Bogiem przysiegalam.
[koniec koncow chyba Go przekonala i przymknal oko... wyszlo na to, ze mezatki calkiem niezle caluja.]

1: Ej, nie uzylas dzisiaj 'pumy'...!
2: A co, te sa brzydkie?
1: Nie. No na tobie to nawet kupa cudownie pachnie.
[to chyba byl komplement]

środa, 12 marca 2008

today...

I've been wondering how many things have I achived in my life, that I am proud of?
To tell you the truth, nothing good comes into my mind.
I am still dreaming insead of making my dreams alive.
Fucking boredom makes me feel exhausted. Oh, yes doing nothing can be exhausting.
I know what i need to do... I need to feel fresh and funky again!!!
But how? I hope I'll find it out soon...

wtorek, 11 marca 2008

[she knows] what else is there

It was me on the road
But you couldn't see me
Too many lights out,
But nowhere near here

It was me on the road
Still you couldn't see me
And the flashlights and explosions

Roads and getting nearer
We cover distance but not together

I am the storm
I am the wonder
And the flashlights nightmares
and sudden explosions

I don't know what more to ask for
I was given just one wish

It's about you and the sun
A morning run
The story of my maker
What I have and what I ache for

I've got a golden ear
I cut and I spear
And what else is there

Roads and getting nearer
We cover distance still not together

If I am the storm
If I am the wonder
Will I have flashlights nightmares
And sudden explosion

There's no room where I can go and
You've got secrets too

I don't know what more to ask for
I was gven just one wish

i have enough

Coraz bardziej nie moge doczekac sie wyjazdu.
Niby tylko do Chester, ale jestem pewna, ze to wystarczy.
Chyba zaczynam sie w tym wszystkim dusic.
Teraz nawet wypad do lasu odciazylby mnie od nawalu tych mysli gownianych. Chyba mam juz dosc...
Dosc mam usmieszkow, zapytan o samopoczucie
i wyznan uwielbienia.
Potrzebuje zmiany.
Najlepiej nalezc sie tam gdzie mnie nie znaja
i gdzie tak latwo nie znajda mnie ci ktorych ja znam.
Przemyslec sobie i zaplanowac wszystko z daleka od dobrych rad rodzicow.
Albo po prostu byc i myslec o niczym.
Zapomniec o planach i obowiazkach.
Dac sie poniesc z pradem i zbudowac od nowa wlasne JA.

poniedziałek, 10 marca 2008

joy

U: I love you.
M: I love you too.
U: I love you three...