czwartek, 1 stycznia 2009

flopy...


Dużo czasu minęło od ostatniego posta. I jest lepiej, tzn. było, ale się spieprzyło. Ta kurwa Karma strasznie mi od jakiegoś czasu na przekór działa. Jak jesteś szczęśliwy to brakuje ci kasy. Jak masz już kasę to zdrowie się pierdoli. Więc jak nie masz odwagi od razu strzelić sobie w łeb to znajdź sobie coś, co odciągnie twoją uwagę od tej Ciu-Ciu Babki. Pal jointy, zbieraj znaczki albo fotografuj upalone ziołem laski liżące znaczki. Więc zamiast być lepiej jest tylko nie najgorzej. Musi mi wystarczyć.

poniedziałek, 7 lipca 2008

first steps

podroz byla dluga i niewiarygodnie meczaca. ale dotarlam. i tak minely 2 tygodnie. pracuje u Tommy'ego Hilfigera. da sie wytrzymac. niewiele jest tu do roboty, wszystko zalezy od naszej pomyslowosci - jezeli ewentualnie starcza na nia sily lub czasu po pracy. tylko na myslenie jest go za duzo... mysle o tym, co bylo jeszcze nie tak dawno, ale za wiekszoscia chyba niestety nie tesknie. brakuje mi tu tylko kilku osob. ale cos za cos. dostep do neta mam zadko, ale jak juz sie dorywam to upewniam sie jedynie, ze to czego sie domyslam jest prawda. that nobody fuckin' cares! wszyscy maja w dupie. czy jestes tam czy tutaj. kazdy ma na uwadze tylko wlasne JA. szkoda, ze musialam tyle jechac, zeby ostatecznie to do mnie dotarlo. a wiem, ze dotrze do mnie o wiele wiecej. i wiem ze najblizsze pol roku [a zanosi sie ze wiecej] zmieni mnie doszczetnie. nie wiem tylko jak bardzo mam sie tego bac. chyba zaczne medytowac, zeby zablokowac sobie myslenie - bo jak mysle to tesknie, a juz zdarzylam sie przekonac, ze to bez sensu. bez sensu jest sie produkowac i czekac na efekty produkowania sie innych. nikomu nie robie wyrzutow, bo w gruncie rzeczy wszyscy jestesmy takimi samymi chujami wobec siebie. zwyklymi egoistami.

poniedziałek, 16 czerwca 2008

let the force be with me


Wyjazd do Holandii ma być początkiem czegoś nowego. Ma być początkiem nowej mnie. Wiem tylko, że czeka mnie Holandia. Do środy jeszcze nie jestem pewna, gdzie mnie wyślą. Laarbruch czy gdziekolwiek indziej...? Ale wiem, że to szansa odpocząć od Polski, zmienić klimat i zastanowić się co dalej. Szansa, żeby zmienić podejście do wielu rzeczy, nabrać dystansu. Bo podróże zmieniają i na to właśnie liczę...

sobota, 14 czerwca 2008

cynamon


po tym jak wszystko z rąk mi leciało wydaje się, że zaczyna się zmieniać. kolejny krok ku zmianom wykonany. plan lekko uległ zmianie - zamiast Anglii na horyzoncie pojawia się Holandia. wystarczyło zmienić kierunek patrzenia, ale i tak już mam poczucie, że coś się zmienia. ten weekend to najprawdopodobniej moje ostatki w tym mieście i w tym kraju. ale jeszcze o mnie usłyszycie...

poniedziałek, 9 czerwca 2008

taki song








Na chuj mi kurwa Twoje kwiaty
Na chuj mi kurwa Twoje łzy
Na chuj mi kurwa te dramaty
Na chuj mi kurwa jesteś Ty!

Więc nie wylewaj łez
Proszę cię najgoręcej
Spierdalaj jak najprędzej
Kochana ma... (bis)

Na chuj mi kurwa Twoje spazmy
Na chuj mi kurwa krzyk i ból
Na chuj udajesz znów orgazmy
Ja czule pytam Cię: na chuj? (...)

piątek, 6 czerwca 2008

few warm words about me


z bloga 4clubu...

piątek, 6 czerwiec 2008



Pierwsze skojarzenie na hasło załoga 4club jakie przychodzi mi na myśl to dżi-dżi. Niekiedy mam wrażenie że od niej wszystko się zaczęło. Była pierwszym widocznym dowodem, że zaułek zmienia się z korzyścią dla branży, staje się klubem tęczy. Była tez motorem napędowym, gdy powstawał 4club. Nie pytała się co z tego będzie miała, podwijała rękawy i ruszała twardo do pracy. Kiedy my robiliśmy wszystko by nic nie robić ona lata z wałkiem i rzucała pomysłami jak z rękawa. Swoim poczuciem humoru rozładowywała napięcie i jakoś tak lżej się na sercu robiło, a strach że się nie uda, nie wyjdzie uciekał gdzieś. Pierwsza brała się za reklamę klubu, często szybciej od nas i o wiele lepiej.
Nie wyobrażam sobie klubu bez gee gee, ale niestety czas rozstania nadszedł i musimy ją pożegnać z załogi 4club. Tak więc w imieniu całej czwórki, a także całej załogi dziękuje:
za pomoc w tworzeniu klubu, za rozbrajające poczucie humoru, za słowa pociechy, za najlepsze na świecie pocałunki, za bezinteresowność, za pomysły i częste przejmowanie inicjatywy, za ostre reakcje na to co złe, dzięki czemu czuliśmy się bezpieczniej.
Gee gee trzymam za ciebie kciuki i mam nadzieje że jeszcze nie raz będzie nam dane wypić kamikadze i świetnie się bawić. Za wszystkie te złe chwile, które wynikały z mojego dość nerwowego usposobienia przepraszam i w większości spraw i konfliktów przyznaje Ci racje o czym wiesz, a ja uparcie w słowie mówionym się do tego nie przyznam.
Hmmmm pisząc tą notkę chyba chwyciłem lekkiego doła, bo tak patrzę na nasz kochany bar i z przerażeniem stwierdzam ze rotacja jest w nim stanowczo za duża, a z odejściem gee gee nie został już nikt z ekipy otwierającej(...)

środa, 28 maja 2008

Berlinermauer of my life


everything keeps falling apart. whatever i touch just fucks up. and all my new ideas i come up with become one crazy shit. i fucked up my studies, the thing with 4club is turning into most hatefull thing this year. my plan for moving out to warsaw just stood in one point. my "going away to earn some money" trip becomes shitty. and the new idea for running away also came up against problems. should i be the fucking fighter? yes!!! i'll fight and i'll fuck!!!